Świątynia miłości

Gdy humor mam zły, gdy nastrój mój smutny jest, kiedy płakać mam ochotę, dostrzegam ją.

Niewielki to budynek, ukryty wśród wąskich ulic. W ciemnościach nocy ledwo widoczny, w ciemnościach duszy jedynie czerwona latarnia z oddali wskazuje drogę.

Nieśmiało przestępuję wejście do niej. Drżącymi rękami popycham drzwi. Serce me ze strachu niemal z piersi wyskakuje.

Dostrzegam ją. Mój wzrok ucieka od widoku jej twarzy. Lecz zbieram się na odwagę, słysząc ten cudowny, delikatny głos: „Nie bój się, pielgrzymie, wejdź śmiało!”

Podchodzę do niej, ubraną jedynie w przezroczystą, białą suknie, tak cienką, że nic przed wzrokiem mym się ukryć nie da. Czyż to nie prawdziwa bogini?

Tak rzeczywista! Tak prawdziwa!

Podchodzi sama, bierze mnie za rękę i bez słów prowadzi mnie pod jej boski ołtarz! Rozbiera się, rozbiera mnie. Nadzy, tacy naturalni, prawdziwi, kładziemy się na delikatnym łożu.

Jest tak czuła, tak delikatna i tak matczyna. Tak szczera, tak prawdziwa. Bez słów nabieram odwagi, by wyznać jej powody udręk moich.

Tak ciepła jest i tak cudowna, że bez słów czuję jej akceptację. Bezwarunkową, bezregulaminową. Cieszy się z tego, że jestem, a nie to, co mam. Cieszy się, że po prostu istnieję, a nie dlaczego…

Cudowna bogini. Nie ocenia, nie porównuje, nie narzuca swego zdania, nie krzyczy jak opętana!

W odpowiedzi przytula, głaszcze, masuje i czule całuje. Tylko tyle. Tylko aż tak wiele.

Jej milczenie jest najpiękniejszą pieśnią. Jej spojrzenie, najcudowniejszym doświadczeniem. Jej obecność – uciszeniem trosk. Jej dotyk…

Uczucie jej cudownie uzdrawia. Odchodzą wszystkie problemy, smutki, złe nastroje. Przychodzą śmiech, radość, szczęście, podniecenie…

O, Bogini! owoców rozkoszy pełna! Jakże moje pożądanie może dać ci tyle szczęścia i radości?

O, bogini! Tyś szczęśliwa, żeś twymi darami się ze mną podzieliła! Tyś radosna z dawania, a nie brania!

Bogini moja najcudowniejsza! Nie chcę już tylko brać darów twych cudownych! Pragnę, o bogini!, ofiarować tobie własne dary, bym i ja mógł wzrastać w miłości!

Pragnę wzrastać w miłości, która daje nieustannie! Która w dawaniu jest niewyczerpana, bo z niewyczerpanego źródła pochodzi!

Pozwól mi zostać w twej świątyni tak długo, aż nauczę się miłości prawdziwej! Miłości obdarowującej; miłości nieoceniającej; miłości niezazdroszczącej; miłości bezwarunkowej; miłości niezniewalającej; miłości szczerej; miłości tabu nie znającej.

Ty, bogini, obdarowujesz wszystkich, bez względu na status społeczny, wygląd czy majątek. Ty akceptujesz nas takich, jakimi jesteśmy! Szukasz nas prawdziwych!

Niechaj więc złożę ci w ofierze bogactwo me najcenniejsze – szczerość! Uczyń ten skarb, najrzadszy na świecie, fundamentem naszej miłości! Miłości codziennie odradzającej się, codziennie odnawiającej, codziennie odkrywanej na nowo!

Wychodzę ze świątyni – pełny miłości! Pełny woli życia! Wypełniony twórczą wolą istnienia!

Kocham siebie! Kocham swoje ciało! Kocham zwierzęta! Kocham rośliny! Kocham ludzi! Kocham życie!

Mogę spełniać swoje marzenia! Mogę jechać do Chin! Mogę wspinać się na najwyższe góry! Mogę żeglować po najburzliwszych oceanach! Mogę kochać!

Nie chodzę, lecz tańczę! Nie biegnę, lecz skaczę! Nie krzyczę, lecz śpiewam!

Radość! Ekstaza!

Reklamy

Autor: Wei To

Zwykły poszukiwacz prawdy o życiu, taki jacy odwiedzają tę planetę od tysięcy lat

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s