Chroniąc swą pierwotną istotę

Ledwo się urodziłem, ledwo z łona matki wyszedłem, ledwo świat cudowny ukazać mógł się moim oczom…

Byłem wtedy taki czysty, niezapisany, niewinny, złem ani dobrem nieskalany. Byłem taki niewiedzący, nieoceniający, ciekawy wszystkiego!

Ledwo łono matki opuściłem, a świat rzucił się na mnie, niczym wygłodniały wilk.

Chrzest… I już niewinność straciłem. Dobrem i złem obciążony zostałem; buntem pierwszych ludzi, którzy poznania, wiedzy zapragnęli; śmierć jakiegoś Żyda dwa tysiące lat temu dopisano mi do życiorysu. Dobrze, że obrzezania w tej religii nie praktykują…

Nie człowiekiem, lecz potężnej instytucji religijnej trybikiem zostałem. Wiarę mi narzucono… Wiarę, którą rodzicom moim ich rodzice narzucili, a dziadkom narzucili pradziadkowie, a pradziadkom pradziadkowie… Zaprawdę wiara to musi być prawdziwa!

Lecz oto konflikt pojawił się na horyzoncie. Konflikt odwieczny. Ojciec bowiem z rodzinnej wiary tradycji się wyłamał i głosicielem drugiej strony medalu został.

Wiara i niewiara w śmiertelnym starły się boju! Spokój domowego ogniska zakłócony został! A ja między nimi taki mały, niewinny w swej winie i winny w swej niewinności…

Ponieważ pierwotne me oczy absurd tego konfliktu dostrzegły! Bezmyślność i głupotę jego widziały oczy me.

Zbyt mały jednak byłem, zbyt niedojrzały, by między dorosłych wkroczyć i oczy im otworzyć. Wszak dzieckiem byłem, lecz to dorośli zachowywali się niedojrzale jak dzieci…

Zdezorientowana mała duszyczka zamknęła się więc na te społeczne absurdy. Kokonem niewidzialnym serce swe owinęła podświadomie. Kokonem niedojrzałego buntu zamknęła się na szaleństwo społeczeństwa.

Hartował i udoskonalał się ten pancerz w bojach nieustannych. Dom rodzinny, podwórko, przedszkole, szkoła stały się polami bitewnymi o przetrwanie tego niewinnego nasionka, które matka natura stworzyła przy pomocy rodziców.

Miała dusza swe Termopile, Stalingrady, Warszawy, Troje… Lecz niczym Scrat żołędzia nieustannie ratowała swe pierwotne nasionko z różnych niebezpieczeństw! Niczym fregata na rozszalałym oceanie odpierała fale społecznej głupoty i szaleństwa!

Ileż nerwów, ileż czasu, ileż potu i krwi, ileż słów, ileż ciszy, ile gniewu i nienawiści kosztowały ją te wojny!

Pancerz okazał się skuteczny. Twardy, a delikatny zarazem. Pękał wiele razy, lecz spawał swe blizny nieustannie.

Nasionko przetrwało wszystkie burze. Gotowe jest, by wzrastać. Gotowej by się rozwijać.

Niepowtarzalne! Unikatowe!

Przybądź bogini! Przybądź bogini ogrodniczko! Udepcz glebę! Podlej miłością z konewki niewyczerpanej!

Niechaj nasionko wzrasta! Niechaj się rozwija! Niechaj transformuje się w prawdziwą swą istotę! Pierwotną, niewinną istotę zjednoczoną z prawdziwą, niewinną naturą Wszechświata!

Autor: Wei To

Zwykły poszukiwacz prawdy o życiu, taki jacy odwiedzają tę planetę od tysięcy lat

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s