Zabawa z czasem

„Daj czasowi czas.”

Lecz my go wciąż kradniemy.

Wciąż na pieniądz przeliczamy.

Na uczynki złe i dobre.

Wciąż czasu się boimy.

Choć to my go stworzyliśmy.

Czasu dać nie chcemy innym.

Sobie także nie dajemy.

Sami siebie wciąż czasem oszukujemy.

„Daj czasowi czas.”

Reklamy

Zabawa z Edwardem Stachurą

„Daj czasowi czas.”

Napisał Edward Stachura.

Niech przejdzie ta wichura.

„Po tobie, przez ciebie.”

Życie niech płynie.

Jesteś życiem, jego falą.

Czasem piękne, czasem burzowe chmury.

W tobie pływają.

Nowy dzień rozwieje je wszystkie.

I przyjdą kolejne.

W rytmie przeciwieństw.

Raz słońce, raz burza.

To też minie!

To jest życie!

Tylko ono nie minie!

A trwa dzięki nowym falom…

Życie jest kobietą

Zmienne nieustannie.

Raz gorące jak lawa.

A potem zimne jak lód.

Raz gwałtowne niczym wulkan.

A czasem łagodne jak leniwiec.

Nieraz płacz jego do deszczu podobny.

A potem uśmiech jak słońce promienny.

Bywa spokojne jak ocean bez wiatru.

By wściekłe jak huragan być później.

Nieraz wstrząśnie sobą i stworzeniami swymi.

Lecz mimo tego kochającą jest kobietą.

Rodzi nowe dzieci nieustannie.

By miejsce po umarłych puste nie stało.

Życie!

Podnieca i przeraża!

Fascynuje i frustruje!

W rytmie przeciwieństw!

Trwa…

Nagie…

Niewinne…

I bogaci się…

Ulica w Amsterdamie

Po jednej stronie słońce, po drugiej cień.

Ludzie chodzą, samochody jeżdżą.

Wszędzie ruch, wszędzie proces!

To życie!

Podobny ruch odbywa się w mym ciele.

W żyłach, neuronach i jelitach.

W komórkach i narządach.

Fotony zasilają homo electronicusa.

To też życie, to też świat!

Jestem światem dla miliardów komórek, bakterii i atomów!

Dla fotonów także!

One ze mnie i we mnie się rodzą, żyją i umierają!

Czy one są świadome czy nie?

Czy jestem ich bogiem czy nie?

Czy mają one duszę?

A religię lub ideologię?

A może ich nie potrzebują?

Może po prostu są?

Czy moje ciało to wszechświat dla mniejszych stworzeń?

Czy są one dla mnie tym, czym ja jestem dla Ziemi?

A czy ja jestem częścią jakiegoś większego wszechświata?

A ten większy wszechświat czy jest częścią jakiegoś innego większego wszechświata?

Czy jest sens stawiać takie pytania?

A może to wszystko to po prostu tajemnica, którą trzeba przeżyć, a nie rozwiązać?

Rodzinne dylematy

Oczarowuje mnie mądrość natury.

Wszystko ma swoje tury.

Początek i koniec.

Początek jest początkiem końca.

A koniec początkiem początku.

Nie obawiaj się życia.

Zwierzęta i rośliny też dzieci płodzą.

A potem uczą je jak samodzielnie radzić sobie w życiu.

Stosowne metody do gatunku.

A później dzieci samodzielnie odlatują.

Własne życie budują.

Bez wskazówek i rad innych.

Popełniają błędy i uczą się na nich.

A rodzice ich spokojnie swoje życie kontynuują.

W sprawy dzieci się nie wtrącają.

Jakże człowiek daleko od natury odszedł!

Dzieci na własny użytek produkują.

Dla własnego bezpieczeństwa.

Dla pozycji swojej w stadzie.

Dla realizacji swych niespełnionych ambicji.

Rodzina zamiast być początkiem pięknym,

staje się wiecznym więzieniem zamkniętym.

Sztuczne prawa, moralności i tradycje,

zastępują życia tajemnicę.

„Bądź tym, bądź tamtym!”

„Ubieraj się jak my!”

Dyscyplina, posłuszeństwo.

Tak rodzi się szaleństwo.

„Bądź pionkiem naszej chytrej gry!”

Ale bój się przegrać!

Czarną owcą zostaniesz i zdrajcą rodzinnej tradycji.

„Co sąsiedzi o nas powiedzą?”

„Jak ludzie będą na nas patrzeć?”

„Taki wstyd w rodzinie!”

Standardowy zestaw zastraszający.

Poczucie winy i wstydu.

Wpajane od najmłodszych lat.

Zapewnia skuteczną kontrolę.

Tak człowiek zniewala człowieka.

Dzieci dla realizacji ambicji rodziców.

Wpojonych im przez ich rodziców,

a ich rodzicom przez kapłanów, polityków, nauczycieli i innych krwiopijców.

Ja się nie zgadzam.

Do natury, Bogini mej, wracam!

Staję się outsiderem!

Sannjasinem i wyrzutkiem!

Wyrzucam truciznę z umysłu i serca!

Dusza ma zajmuje miejsce mędrca!