Nic nienaturalnego

Cokolwiek robię, co natura mi dała, nie może być złe.

Nie może być też dobre.

Po prostu jest, dostałem to, by iść przez życie.

Każdy instynkt, każde pragnienie, każda żądza.

Nagość, pożądanie, seks są naturalne.

Ubieranie się też jest właściwe tylko człowiekowi.

Jedzenie i wydalanie.

Praca i odpoczynek.

Patrzenie i słuchanie.

Mówienie i milczenie.

Wąchanie i smakowanie.

Wszystko jest takie naturalne.

Nie ma w tym nic nadzwyczajnego.

Nie potępiam więc swego ciała, bo jestem nim.

Nie potępiam więc jego pożądań, bo jestem nimi.

Nie potępiam umysłu swojego, bo jest moim narzędziem.

Próbuję je zaakceptować, by były jak najbardziej naturalne.

Oswojone pożądania będą mi posłuszne jak ręce i nogi.

Potępione zemszczą się okrutnie plagą perwersji.

Reklamy

Prawdziwa jedność

Szukam przyczyn podziałów.

Szukam na zewnątrz.

A podział istnieje wewnątrz.

Przyszedł z zewnątrz.

Z zewnątrz został narzucony.

Wewnętrzne rozdarcie.

Na ciało i duszę.

Na umysł i serce.

Na materię i ducha.

Na zło i dobro

Na piekło i niebo.

To nie jest mój podział.

Nie znałem go, gdy nagi przyszedłem na świat.

Nikt go nie znał przed urodzeniem.

Ktoś musiał go wymyślić.

Ktoś pierwszy musiał oszaleć.

I szaleństwem swym zarazić innych ludzi.

Rozprzestrzeniło się szaleństwo na całą ludzkość.

Żniwo zbiera straszliwe.

Ludzie rozdarci wewnętrznie.

Zewnętrznie w rozdarciu utrzymywani i umacniani.

Lecz nikt z zewnątrz nie zdoła naprawić mego podzielonego wnętrza.

Tylko ja mogę postawić diagnozę.

Tylko ja mogę dostrzec przyczynę.

I tylko ja mogę zjednoczyć się wewnętrznie.

Zaakceptować ciało i duszę.

To jedność.

Jedno nie może istnieć i rozwijać się bez drugiego.

Zaakceptować umysł i serce.

Niechaj oba nawiążą współpracę i dla mnie pracują jako całości.

Zaakceptować materię i ducha.

Tworzą bowiem jedność i ciągłość życia.

Zaakceptować dobro i zło.

Nie mój to podział.

Niechże więc zniknie naturalnie.

Zło niech się samo wykończy.

Dobro nie potrzebuje wtedy swej drugiej strony, by działać.

Wznieść się ponad tę truciznę – to moje zadanie.

Jako całość zrodzony zostałem.

Nie znałem dobra ani zła, wszystko było naturalne.

Jako ciało z duszą i dusza z ciałem.

Z materii i z ducha jestem.

Umysł i serce posiadam jedno w jednym ciele.

Nikt nie ma prawa tego rozdzielać.

Co więc niszczyciele podzielili, zjednoczę ponownie.

Jestem ciałem i wszystko, co cielesne, jest dla mnie naturalne.

Jestem duchem i wszystko, co duchowe, także jest naturalne.

Nie udoskonalam już choroby.

Leczę ją w sobie i zdrowieję.

Odłączam się od źródeł trucizny podziału, by połączyć się z prawdziwym źródłem jedności.

Ukryte światło

Spoglądam na zachmurzone niebo przez okulary przeciwsłoneczne.

I chociaż słońca nie widać, ono cały czas tam jest.

Ukryte za chmurami czeka na powiew wiatru.

Gdy wiatr chmury rozwiewa, wyłania się, rażąc swym blaskiem.

Dlatego okulary przeciwsłoneczne w pochmurny dzień zakładam.

Wychodzące zza chmur słońce nie porazi mnie swymi promieniami.

Podobnie wewnętrzne światło jest zasłonięte chmurami niezrozumienia i zatruwającej przeszłości.

Czeka ono na podmuch wiatru zrozumienia.

Ciemność nigdy go nie zgasi.

Nawet w nocy światło księżyca jest odbitym światłem słonecznym.

Podobnie światło wewnętrzne żarzy się wewnątrz mnie.

Czeka na dzień, w którym wiatr zrozumienia rozproszy ciemności zrodzone z wątpliwości.

Przed oczami

Idę zatłoczonymi ulicami.

Mijam budynki, ludzi, pojazdy, zwierzęta, drzewa.

W tym jednym miejscu.

W tym jednym momencie.

Tam, gdzie teraz stoję.

To, co widzę, nagrywa się oczami, uszami i węchem.

Obrazy, dźwięki i zapachy.

To wnika w moje receptory.

Umysł to odtwarza i przetwarza.

Biorę w ręce książkę.

Otwieram ją.

Widzę treść.

Święta czy bluźniercza?

Nie, to ta księga.

Ta księga przed oczami.

Ten budynek, ten samochód.

Ta kobieta, ten mężczyzna.

Przed, obok i za mną.

To wszystko jest zarejestrowanym obrazem.

Obrazem odtworzonym w umyśle.

Może być odtworzony później.

Ale rzeczywistość jest tu i teraz.

To jest obok.

Zupełnie blisko.

Na wyciągnięcie ręki.

Tylu ludzi na świecie.

Prawdy szukają.

W księgach, świątyniach, obrazach.

A mijają siebie każdego dnia, mijając innych.

Tam, gdzie teraz są.

Stany świadomości

Leżę pod dwoma drzewami.

Obserwuję niebo widoczne między ich koronami.

Przypominają portal do innych wymiarów.

Wpływają dwie chmury do portalu.

Czy to chmury deszczu czy chmury radości?

Formują się w dłonie trzymające coś niewidzialnego, pustego.

Trzymają życie.

Lewa ręka transformuje się w piękną, nagą kobietę…

Po chwili transformuje się w cudowny kwiat…

I rozpływa się leniwie…

Znika…

Po chwili pojawiają dwie kolejne chmury.

Pierwsza ma twarz diabła…

Rozpływa się…

Druga też ma diabelskie oblicze…

Rozpływa się…

Rozumiem przekaz.

Wcześniej spotkałem się z piękną, nagą kobietą.

Pieściłem jej kwiat…

Później przechodziłem pod mostem.

Na filarach były rzeźby ludzi otoczonych przez diabelskie twarze.

Tutaj więc jesteście!

Tutaj siedzicie!

Tu są anioły i demony!

Tu jest Bóg i Szatan!

Tu jest niebo i piekło!

Szeroka autostrada rozpusty

Nie będę kroczył wąską ścieżką ascezy.

Po wypłacie.

Na ścieżce ascezy zawsze znajdzie się mała pokusa.

Jedno mam tylko życie.

Świat ma tyle bogactw.

Oferuje mi je wszystkie.

Ma szerokie bramy i szerokie drogi.

Szeroka autostrada rozpusty ma bogactwo doświadczeń.

Wszystkie pokusy są na niej naturalne jak powietrze.

Wszystkie są do wyboru.

Mogę spróbować każdej.

Mogę nie wybrać żadnej.

Mogę spróbować i wrócić.

Mogę też zaznać jednorazowej przygody.

Ja też jestem pokusą dla innych.

Wąska ścieżka ascezy nie ma niczego dla życia.

Oferuje same wyrzeczenia i samooszukiwanie się.

Nie daje wyboru.

Ja jestem wyborem.

Nie potrzebuję być bogaczem.

Bogactwo doświadczeń.

To czyni moje życie bogatym.

Szeroka autostrada rozpusty wzbogaca mnie swymi doświadczeniami.

Uszczupla mój portfel.

Coś za coś.

To też doświadczenie.

Po wyczerpaniu portfela nie mam wyboru.

Wkraczam pokornie na wąską ścieżkę ascezy.

Teraz ona staje się nowym doświadczeniem.

Nowym bogactwem.

Do następnej wypłaty 🙂

IMG_20180805_183753IMG_20180805_184359

 

 

Odkrywca nieodkrywalnej tajemnicy

Zdejmuję twoje ubranie.

Zdejmuję twój stanik i majtki.

Stoisz naga przede mną.

Całuję twe stopy, łydki, uda…

Całuję twe łono i pośladki…

Całuję twój brzuch, pępek…

Całuję twoje piersi, twoje ramiona, szyję…

Pocałunek daję ustom twoim…

Dotykam twego nagiego ciała…

Dotykam powoli…

Od placów stóp po końcówki włosów…

Wchodzę w twe cudowne łono…

Odkrywam rozkosz wspólną…

Odkrywam twoje ciało…

Odkrywam twoją duszę…

Oba są nagie – ciało i dusza.

Każdego dnia odkrywam nowe miejsca twego ciała, nowe jego milimetry.

Każdego dnia odkrywam nowe sekrety twojej duszy, nowe jej poziomy.

Im więcej odkrywam, tym większa jest moja niewiedza.

Im więcej odkrywam, tym więcej mam jeszcze do odkrycia.

Piękna kobieto!

Jesteś nieodkrywalną tajemnicą.

Nigdy nie zdołam odkryć twych sekretów, nawet jeśli wszystkie drzwi otworzysz.

Ty również nie dasz rady odkryć moich sekretów, jeśli wszystkie moje drzwi otworzę.

Każdy człowiek to nieodkrywalna tajemnica.

Piękna kobieto!

Odkrywanie twoich tajemnic jest takie podniecające…