Wyrzuć to z siebie!

Wyrzuć gniew!

Wyrzuć nienawiść!

Wyrzuć porażki!

Wyrzuć problemy!

Wyrzuć wrogów!

Wyrzuć pracę!

Wyrzuć szefa!

Wyrzuć szkołę!

Wyrzuć religie!

Wyrzuć ideologie!

Wyrzuć kapłana!

Wyrzuć polityka!

Wyrzuć narody!

Wyrzuć granice!

Wyrzuć przeszłość!

Wyrzuć przyszłość!

Wyrzuć to z siebie!

Niech spierdalają!

Wypierdalać, kurwa mać!!!

Wyrzuć to!

Żyj!

 

Śmietnik

Kolejny poranek, ten sam obowiązek… Wyrzucić śmieci… Wyszedłem z domu, niosłem pod ręką czarny worek.

Podszedłem do śmietnika i oczom nie wierzę. Cały zapchany! Znowu… Znowu upchać nowy worek trzeba….

Otwieram klapę i patrzę do środka. Co jest? Niemożliwe! To chyba zwidy!

Patrzę raz jeszcze. Ale są… są… są wszyscy… i wszystko…

Przedszkole tam jest. I koledzy z przedszkola. I z podwórka także. Wraz całym podwórkiem… Obok zaraz worek ze szkołą. A w nim nauczyciele, koledzy, dzienniczki z ocenami. I lista wszystkich wydarzeń – dobrych i złych. Zwłaszcza złych… najdłuższa…

I czego jeszcze tam nie ma!

Są rodzice, są dziadkowie, sąsiedzi, znajomi. I ludzie, których może raz czy dwa spotkałem. Wszyscy – przyjaźni i wrodzy. Wrodzy szczególnie…

I ksiądz jest. Jeden, drugi. I ich kazania. I pisma święte, księgi święte, obrazki, figurki…

Wszystkie pozytywne i negatywne wydarzenia też tam są… Poupychane jedne na drugich, tak jak tylko się da. Żadnej wolnej przestrzeni. Wraz z nimi wszystkie sprawy pozałatwiane i odłożone w czasie, pilne i zupełnie nieważne. I problemy wszelakie od dzieciństwa po dzień dzisiejszy.

Praca też tam jest. I koledzy i szefowie. Nie brak tam też lęków najbardziej ukrytych i budzących się zawsze w nieodpowiednim momencie.

Jak to się wszystko tam mieści???

I dźwięk!!!

Ach, ten dźwięk!!!

Dźwięk budzika!

Oczy otwieram. Wstaję gwałtownie. Już czas! Znów do pracy wstać trzeba na ostatnią chwilę!

Ale czekaj! Śmieci! Właśnie!

Eh, czasu znów brak. By wyrzucić, by opróżnić śmietnik…

Trzeba znowu biec do pracy!

A po pracy? Znów… znów zapomnę je wyrzucić.

Ale by dołożyć nowe… zawsze znajdę czas…

Pusta

Narodziła się!

Prosto z huty ją przywieziono.

Trafiła na taśmę rozlewni.

Naklejono jej etykietę z nazwą.

Napełniono ją po brzeg.

Zamknięto ją!

Wstawiono do skrzynki, między pozostałe, takie podobne.

Tak podobnie nazwane i napełnione.

I rzucono ją na ocean życia!

Stała między innymi, w miejscowym supermarkecie.

Któregoś dnia kupiłem ją, pierwszą z brzegu.

Miodem pitnym nazwana została.

Taką też ją kupiłem, taką też ją wypiłem.

I zostawiłem na stole…

Dlaczego jej nie wyrzuciłem?

Kilka dni później, przypadkiem, spojrzałem na nią.

O! Butelka!

Już nie była pitnym miodem!

Odarłem ją z etykiety.

I ujrzałem ją, nagą!

Taką, jaką została stworzona! Taką, jaką była naprawdę!

Butelka!

Taka zwyczajna, taka normalna…

Najnormalniejsza w swej zwyczajności, najzwyczajniejsza w swej normalności.

Wreszcie wolna!

Wreszcie pusta!

Wreszcie jest sobą!

Butelką, nie miodem pitnym!!!

DSC05933

 

Niepełnosprawni

Niepełnosprawni ruchowo i umysłowo!

Niepełnosprawni wzrokowo i słuchowo!

Niepełnosprawni pamięciowo!

O, niepełnosprawni – pełnosprawni w wyrażaniu najgłębszych uczuć jesteście!

O, niepełnosprawni – pełnosprawni w przyjaźni najwierniej jesteście!

O, niepełnosprawni – pełnosprawni w miłości, przewyższyć niejednego potraficie!

O, niepełnosprawni – pełnosprawni w empatii jesteście częściej!

Pełnosprawni ruchowo i umysłowo!

Pełnosprawni wzrokowo i słuchowo!

Pełnosprawni pamięciowo!

O, pełnosprawni – jakże wy w najprostszych uczuć wyrażaniu niepełnosprawni jesteście!

O, pełnosprawni – jakże często w przyjaźni niepełnosprawni jesteście!

O, pełnosprawni – o ileż jeszcze bardziej w miłości być potraficie niepełnosprawni!

O, pełnosprawni – jak bardzo wy bardziej niepełnosprawni w patrzeniu i słyszeniu być potraficie! Od tych, którym te sprawności nie są dane!

O, pełnosprawni i niepełnosprawni! Jakże my wszyscy razem tak bardzo niepełnosprawni jesteśmy bez siebie!

O, pełnosprawni i niepełnosprawni! Razem sobie pomagając, prawdziwie pełnosprawnymi stać byśmy się mogli!

Czy poznałbym?

Czy poznałbym, czym jest dobro, gdybym nie zaznał zła?

A czy znałbym, co to jest zło, gdybym nie poznał dobra?

Znałbym radość, gdybym nie doznał cierpienia?

Lecz czymże byłoby doznanie cierpienia, bez doznania radości?

Potrafiłbym docenić trud, bez odpoczynku?

Czy odpoczynek doceniłbym, gdyby nie był on konsekwencją trudu?

Czy poznałbym światło, gdyby była tylko ciemność?

A gdyby była tylko ciemność, czy mógłbym pomyśleć o szukaniu światła?

Czy odczuwałbym zimno, jeśli nigdy nie poczułbym ciepła?

Czy odczuwałbym ciepło, gdyby nie było zimna?

Czy zachwyciłbym się pięknem, gdybym nie zgorszył się brzydotą?

Jednak czy zgorszyłbym się brzydotą, gdybym nie zachwycił się pięknem?

Czy rozkoszowałbym się słodyczą, bez spróbowania goryczy?

A czy bez spróbowania goryczy, mógłbym poczuć słodycz?

Czy potrafiłbym cieszyć się ze zwycięstwa, bez doznania porażki?

Lecz czy smuciłbym się z porażki, gdybym choć raz nie zaznał zwycięstwa?

Czy mój śmiech byłby prawdziwy bez znajomości smutku?

A czy mój smutek mógłby ustąpić, gdyby nie było śmiechu?

Czy doceniałbym życie, gdyby nie towarzyszyła mu śmierć?

A czymże byłaby śmierć, gdyby życie nie obrało sobie jej na towarzyszkę?

Czy gdybym nie istniał, znałbym bóle i radości istnienia?

A gdybym istniał…

Szukaj aż zwątpisz

 

Szukaj!

Szukaj daleko!

Szukaj dalej!

Szukaj jeszcze dalej!

Szukaj jeszcze, jeszcze dalej!

Widzisz tamto drzewo?

Więc szukaj jeszcze dalej!

Szukaj najdalej!

Szukaj najdalej jak możesz!

A teraz szukaj bliżej!

Jeszcze bliżej!

Bardziej bliżej!

Szukaj blisko!

Szukaj najbliżej!

Najbliżej jak możesz!

Teraz na zewnątrz!

Później wewnątrz!

I dookoła!

I na górze i na dole!

Nie ustawaj!

Szukaj długo i wytrwale!

Szukaj aż zwątpisz!

Szukaj aż zwątpisz całkowicie!

Szukaj aż zwątpisz totalnie!

Wypij!

Wypij kielich swego zwątpienia!

Wypij do dna!

Do ostatniej kropli!

Czujesz tę gorycz?

Pij jeszcze!

Ale szukaj dalej!

Kontynuuj!

Ona też cię szuka!

Ona się nie poddaje!

Ona nie wątpi!

Ty wątpisz!

Wątp, ale nie przestawaj szukać!