Niepełnosprawni

Niepełnosprawni ruchowo i umysłowo!

Niepełnosprawni wzrokowo i słuchowo!

Niepełnosprawni pamięciowo!

O, niepełnosprawni – pełnosprawni w wyrażaniu najgłębszych uczuć jesteście!

O, niepełnosprawni – pełnosprawni w przyjaźni najwierniej jesteście!

O, niepełnosprawni – pełnosprawni w miłości, przewyższyć niejednego potraficie!

O, niepełnosprawni – pełnosprawni w empatii jesteście częściej!

Pełnosprawni ruchowo i umysłowo!

Pełnosprawni wzrokowo i słuchowo!

Pełnosprawni pamięciowo!

O, pełnosprawni – jakże wy w najprostszych uczuć wyrażaniu niepełnosprawni jesteście!

O, pełnosprawni – jakże często w przyjaźni niepełnosprawni jesteście!

O, pełnosprawni – o ileż jeszcze bardziej w miłości być potraficie niepełnosprawni!

O, pełnosprawni – jak bardzo wy bardziej niepełnosprawni w patrzeniu i słyszeniu być potraficie! Od tych, którym te sprawności nie są dane!

O, pełnosprawni i niepełnosprawni! Jakże my wszyscy razem tak bardzo niepełnosprawni jesteśmy bez siebie!

O, pełnosprawni i niepełnosprawni! Razem sobie pomagając, prawdziwie pełnosprawnymi stać byśmy się mogli!

Czy poznałbym?

Czy poznałbym, czym jest dobro, gdybym nie zaznał zła?

A czy znałbym, co to jest zło, gdybym nie poznał dobra?

Znałbym radość, gdybym nie doznał cierpienia?

Lecz czymże byłoby doznanie cierpienia, bez doznania radości?

Potrafiłbym docenić trud, bez odpoczynku?

Czy odpoczynek doceniłbym, gdyby nie był on konsekwencją trudu?

Czy poznałbym światło, gdyby była tylko ciemność?

A gdyby była tylko ciemność, czy mógłbym pomyśleć o szukaniu światła?

Czy odczuwałbym zimno, jeśli nigdy nie poczułbym ciepła?

Czy odczuwałbym ciepło, gdyby nie było zimna?

Czy zachwyciłbym się pięknem, gdybym nie zgorszył się brzydotą?

Jednak czy zgorszyłbym się brzydotą, gdybym nie zachwycił się pięknem?

Czy rozkoszowałbym się słodyczą, bez spróbowania goryczy?

A czy bez spróbowania goryczy, mógłbym poczuć słodycz?

Czy potrafiłbym cieszyć się ze zwycięstwa, bez doznania porażki?

Lecz czy smuciłbym się z porażki, gdybym choć raz nie zaznał zwycięstwa?

Czy mój śmiech byłby prawdziwy bez znajomości smutku?

A czy mój smutek mógłby ustąpić, gdyby nie było śmiechu?

Czy doceniałbym życie, gdyby nie towarzyszyła mu śmierć?

A czymże byłaby śmierć, gdyby życie nie obrało sobie jej na towarzyszkę?

Czy gdybym nie istniał, znałbym bóle i radości istnienia?

A gdybym istniał…

Szukaj aż zwątpisz

 

Szukaj!

Szukaj daleko!

Szukaj dalej!

Szukaj jeszcze dalej!

Szukaj jeszcze, jeszcze dalej!

Widzisz tamto drzewo?

Więc szukaj jeszcze dalej!

Szukaj najdalej!

Szukaj najdalej jak możesz!

A teraz szukaj bliżej!

Jeszcze bliżej!

Bardziej bliżej!

Szukaj blisko!

Szukaj najbliżej!

Najbliżej jak możesz!

Teraz na zewnątrz!

Później wewnątrz!

I dookoła!

I na górze i na dole!

Nie ustawaj!

Szukaj długo i wytrwale!

Szukaj aż zwątpisz!

Szukaj aż zwątpisz całkowicie!

Szukaj aż zwątpisz totalnie!

Wypij!

Wypij kielich swego zwątpienia!

Wypij do dna!

Do ostatniej kropli!

Czujesz tę gorycz?

Pij jeszcze!

Ale szukaj dalej!

Kontynuuj!

Ona też cię szuka!

Ona się nie poddaje!

Ona nie wątpi!

Ty wątpisz!

Wątp, ale nie przestawaj szukać!

Chciałbym być…

Chciałbym być prawakiem, jesienią wieszającym komunistów na nagich drzewach, zmuszającym innych do chodzenia do kościoła, płodzenia dzieci w małżeństwach zawartych przed jedynie słusznym ołtarzem.

Chciałbym być lewakiem, ciągle walczącym z prawakiem, kwestionującym jego punkt widzenia, robiącym wszystko na opak i tak samo jak on zmuszającym innych do swoich poglądów.

Chciałbym być katolikiem, chodzić do kościoła co niedzielę, słuchać mądre kazania księdza i spowiadać się raz w miesiącu, by móc grzeszyć od nowa z czystym sumieniem.

Chciałbym być muzułmaninem, modlić się pięć razy dziennie, czytać Koran, odbyć pielgrzymkę do mekki i ścinać głowy niewiernym, tak bardzo opornym na światło Proroka, które spłynęło na mnie, ponieważ niegodni są oni religii pokoju.

Chciałbym być Żydem, nieustannie wymyślać nowe sposoby oszukiwania mojego Boga, który poprzez swoich proroków dał mi prawo tak surowe, że jego ścisłe przestrzeganie w prawdziwym życiu jest niemożliwe; a jeżeli mogę oszukiwać swojego Boga, oszukiwanie nie-żydów dla własnych korzyści nie jest grzechem. To oni popełniają ciężki grzech, gdy oszukiwać się nie pozwalają.

Chciałbym być kapitalistą, współczesnym feudałem, posiadającym biznesy w każdym kraju, jachty, najdroższe samochody, helikoptery, skarpetki i złote majtki. Kibel też musi być z diamentów. Tylko ci biedacy, którzy na to wszystko robią, nieustannie dopominają się podwyżek. Ściągnąłbym w ich miejsce jeszcze biedniejszych biedaków, bo oni docenią u mnie pracę.

Chciałbym być komunistą, toczącym nieustannie morderczą walkę klas, wzniecającym rewolucję na całym świecie, by zabrać wszystkim wyzyskiwaczom ich świętą własność prywatną i uczynić ich takim samym robolem, jak reszta.

Chciałbym być nacjonalistą, walczącym o prawo swojego narodu do bytu wśród innych narodów, podnoszącym jego wielkość i zasługi dla świata.

Chciałbym być nazistą, broniącym wielkiej aryjskiej rasy panów i jej prawa do panowania nad innymi podludzkimi rasami.

Chciałbym być buddystą odrzucającym marność tego materialnego świata, poprzez medytację i kontemplacje próbującym dojść do nirwany i połączyć się z wiecznym kosmosem.

Chciałbym być wyznawcą voodoo, który swych wrogów zamienia w posłusznych żywych trupów bądź torturuje ich przy pomocy magicznej laleczki.

Chciałbym być korwinistą, ciągle mającym problemy z wyborczym progiem, bojownikiem walczącym z uciskiem skarbowym i państwowym, mówiącym ludziom mądre rzeczy, których oni jednaj zrozumieć nie są w stanie.

Chciałbym być satanistą, mrocznym wyznawcą księcia ciemności, składającym ofiary z czarnych kotów i nagich dziewic podczas czarnych mszy, siewcą zła, chaosu i zniszczenia.

Chciałbym być rastamanem, zaczynającym i kończącym dzień od zapalenia skręta z zioła miłości, podróżującym tramwajem lub autobusem wiecznie uśmiechniętym optymistą, cieszącym się każdą radosną chwilą.

Chciałbym być punkiem, wiecznie zbuntowanym anarchistą, bojownikiem walczącym ze straszliwym systemem, kwestionującym wszystkie wartości i wszelką wiedzę, po ciężkiej, morderczej walce regenerującym siły w najbliższym McDonaldzie.

Chciałbym być feministką, kobietą wyzwoloną walczącym z samczym uciskiem, samczą przemocą i walczącą o prawa, które już mam, zwalczającą dyktaturę kobiet. A to, że jestem mężczyzną? Spoko, są już technologie pozwalające na częściową naturalizację. Płeć to twój wróg!

Chciałbym być ekooszołomem widzącym w każdym aspekcie cywilizacji zagrożenie dla rozwielitek, robaczków, roślin, zwierząt i wszelakich żyjątek, oprócz człowieka; zmuszającym innych do wegetarianizmu, zagrażającym innym swoimi nieodpowiedzialnymi czynami ignorantem nie potrafiącym odróżnić dymu od pary wodnej.

Chciałbym być oportunistą, zmieniającym ideowe klatki za każdym razem, gdy wiatr zmian wyniesie inną na piedestał, dla własnych korzyści pozbawionym stałych zasad i niewahającym się krzywdzić innych dla osiągnięcia własnego bezpieczeństwa i pozycji.

Chciałbym wreszcie opuścić ten idiotyczny krąg zniewalających religii i doktryn; poczuć prawdziwą wolność; móc samemu nauczyć się zdobywać wiedzę, umiejętności i doświadczenia, by za ich pomocą odkrywać, rozwijać i doskonalić własne talenty; dzięki własnym porażkom i błędom, analizowaniu ich, unikać ich powtarzania w przyszłości; zmieniać swój punkt widzenia pod wpływem nowych informacji i doświadczeń, obalających stare poglądy; być mędrcem samego siebie, doskonalącym się za pomocą metod wypracowanych przez siebie samego w ciężkiej pracy nad sobą.

TAK! CHCIAŁBYM BYĆ SOBĄ WRESZCIE!!!

 

Dlaczego?

Dlaczego ksiądz chce, żebym został katolikiem?

Dlaczego imam chce, bym został muzułmaninem?

Dlaczego rabin chce zrobić ze mnie Żyda?

Dlaczego politycy chcą mnie ukształtować na Polaka, Amerykanina, Niemca, Europejczyka, patriotę?

Dlaczego komunista chce bym został komunistą, kapitalista – kapitalistą, faszysta – faszystą, liberał – liberałem?

Dlaczego rodzice chcą wysłać mnie na studia bym został inżynierem, lekarzem, profesorem albo prawnikiem?

Dlaczego nauczyciele chcą mnie zmusić, bym uznał, że ich przedmiot jest najlepszy?

Dlaczego społeczeństwo chce, bym był jego idealną, dokładną co do szczegółu kopią?

Dlaczego oni chcą bym oddał swe życie za bogów, narody, ich fortuny czy jakąś szmatkę na  kiju?

Dlaczego oni wszyscy chcą, bym został kimś, kim nie jestem w chwili narodzin?

Dlaczego oni chcą narzucić mi swój punkt widzenia?

Dlaczego oni nie pozwolą mi wybrać kim chcę zostać?

Dlaczego oni nie pozwolą mi być po prostu sobą?

Dlaczego oni są księżmi, rabinami, imamami, politykami, komunistami, kapitalistami, faszystami, Polakami, Francuzami, Niemcami, Chińczykami, inżynierami, sprzątaczkami, nauczycielami, rodziną, społeczeństwem?

Dlaczego oni nie byli katolikami, politykami, narodami, inżynierami w dniu narodzin?

Dlaczego oni świadomie nie wybiorą kim chcą być?

Dlaczego oni nie są po prostu sobą?

Dlaczego oni nie są po prostu ludźmi?

Dlaczego my wszyscy nie jesteśmy po prostu sobą?

Dlaczego my wszyscy nie jesteśmy po prostu ludźmi?

Dlaczego nie wzniesiemy się jeszcze wyżej ponad nasze człowieczeństwo, by doskonalić nieustannie naszą samoświadomość?