Zabij diabła

Nitsche uśmiercił Boga.

Bóg umarł.

Dobro umarło.

Któż został?

Diabeł?

Już czas!

Niech i on umrze!

Niech umrze zło!

Nie pomagaj mu!

Dobro i zło!

Jeden był zjedzony owoc!

Jedno drzewo!

Dwa korzenie!

Z Boga i z Diabła!

Wytnij korzenie!

Dokończ to, co zaczął Nitsche!

Reklamy

Ojczyzna-Matczyzna

Najpierw byłem plemnikiem?

A może jajeczkiem?

Bujałem się w obu organizmach.

Gdy się złączyłem, zostałem człowiekiem.

Człowiekiem!

Nie Polakiem, nie Azjatą, nie Marsjaninem!

Na polskiej ziemi zostałem urodzony.

Z matki i ojca poczęty.

Przez matki łono słońce oglądać wyszedłem.

W Polsce słońce ujrzałem.

A Polska jest częścią Europy.

Europa jest częścią Eurazji.

Eurazja jest częścią Ziemi.

Ziemia – częścią Wszechświata!

Polska jak Francja, Brazylia, Japonia.

Słońce świeci dla wszystkich!

Ziemia to moja Matczyzna!

Wszeświat to ma Ojczyzna!

Zrozum!

Ja to mikro-wszechświat.

Polska to mikro-wszechświat.

Ziemia to mikro-wszechświat.

Wszechświat to babuszka!

Babuszka w babuszce i w kolejnych babuszkach!

 

Człowiek bez zasług

Pomiatana i opluwana.

Wyzywana i pogardzana.

Wzrok ludzie od niej odwracają.

Palcami wytykają.

Zaszczuta i zastraszana.

Pozbawiana szacunku i godności.

Traktowana jak patyk do wycierania tyłka.

Składana w ofierze bóstwom głupoty i pożądania.

Dawniej święta, dziś wyklęta.

Zmuszana do ukrywania się przed samą sobą.

Bez rozgłosu, bez społecznej pozycji.

A jednak zaspokaja najskrytsze marzenia mężczyzn.

Otwiera drzwi ziemskiego raju.

Zarówno dla cesarza i papieża, jak i żebraka.

Naga, samotna.

Matka, żona, córka, siostra.

Mów! Mów!

Mów jaki jest człowiek bez zasług?

Ha!

To ona!

Kurwa, dziwka, szmata!

 

Wszystko nagie

Wychodzę z domu i obserwuję świat dookoła mnie.

Widzę drzewa, trawę, kwiaty.

Widzę zwierzęta, owady, ptaki.

Widzę chmury, słońce, gwiazdy.

Czuję wiatr na twarzy.

Lecz nie widzę ubrań nawet na kamieniu.

Wszystkie stworzenia, żywe i martwe, są nagie.

Cała planeta jest naga.

Wszechświat jest nagi.

Żadnej zasłony, żadnego listka figowego.

I nie jest świadomy swojej nagości.

Kto mi powiedział, że jestem nagi?

 

Jej całość

Zdejmuję z niej ubranie, kawałek po kawałku.

Koszulę, spodenki, majtki, skarpety.

Stoi naga, niezawstydzona, przede mną.

Patrzę w jej oczy, lecz ona nie jest tylko oczami.

Patrzę w jej usta, lecz ona nie jest tylko ustami.

Patrzę na jej twarz, lecz ona nie jest tylko twarzą.

Jakże mało ją jeszcze widziałem!

Patrzę na jej szyję, lecz nie widzę jej tylko jako szyję.

Patrzę na jej piersi, lecz nie widzę jej tylko jako piersi.

Patrzę na jej brzuch, lecz ona nie jest tylko brzuchem.

Patrzę na jej waginę, lecz nie jest ona waginą tylko.

A to połowę jej dopiero widziałem!

Spoglądam na jej pośladki, ale całości jej nie widzę.

Spoglądam na jej nogi, ale do całości jeszcze nie dotarłem.

Spoglądam na jej stopy,.. jakże są piękne!

Oddalam się, oddalam się krok po kroku.

Teraz widzę cię całą!

Całą od palców stóp po końcówki twych włosów.

Jakże piękne jest twoja całość!

Lecz to tylko ciała twego całość pozwoliłaś mi obnażyć!

Czy odważysz się pokazać mi swą nagą duszę?

Czy jesteś gotowa zobaczyć moją nagą duszę w moim nagim ciele?

Wilki

Dwa wilki są w mym wnętrzu.

Jeden dobry, drugi zły.

Walczą ze sobą nieustannie.

Wygrywa ten, którego karmię.

Stary Indianinie, od dziś nie słucham twej rady.

Nie nakarmię już żadnego.

Niechaj oba zdechną!

Kręta droga do Prawdy

Zjadłem owoc Poznania, by z raju Prawdy się wydostać.

Listkiem figowym się przyodziałem, zło i dobro poznając, będąc nagim.

Wyruszyłem z mą towarzyszką na poszukiwania.

Podwójności cierpienia poznając, szukam wciąż Prawdy, którą opuściłem.

By odnaleźć ją, ciernie i iskry na swej drodze stworzyłem.

Szukające tego, co sam opuściłem, różne rozkosze i cierpienia sobie stworzyłem.

Obdarzyłem swe potomstwo podziałów szaleństwem, by w ekstazie rozkoszy i rozpaczy cierpieniu, drogi powrotnej szukali.

Stworzyli więc religie i doktryny, najróżniejsze i najsprzeczniejsze, by gryzły się ze sobą.

Jedna jest zalążkiem drugiej, druga trzeciej, a trzecia czwartej.

Od sacrum do profanum.

Od politeizmu do monoteizmu.

Od kultu przyrody do kultu człowieka.

Od bogów wielu do boga jednego, od boga do diabła i od diabła do bezbożności całkowitej.

Od nagości do całkowitego zasłonięcia ciała.

Od orgazmu do tortury.

Od masturbacji do orgii zbiorowej.

Od kapitalizmu do socjalizmu.

Od socjalizmu do liberalizmu.

Od demokracji do dyktatury i anarchii.

Zaiste są to wszystko męczeńskie drogi.

Lecz prawdy są one zaledwie atomem.

Niezbędne są jednak ścieżki rozkoszy i tortur, by wrócić do raju.

Na końcu wszystkich krętych dróg, jedna tylko droga się tworzy.

Droga powrotna majaczy w oddali.

Zrzuć ciężary!

Zrzuć ubrania!

Doświadczony rozkoszą i cierpieniem, dobrem i złem!

Wejdź nagi z powrotem do ogrodu Prawdy!